Sesjo, sesjo, ach to ty!

 Tak moi Drodzy! To właśnie ten magiczny okres w roku, wyczekiwany przez studentów bardziej niż pierwsza gwiazdka, grzybobranie w październiku czy letnia kąpiel w lodowatym Bałtyku. To nic w porównaniu z tym, co dzieje się na przełomie stycznia i lutego. Zaczynają działać wówczas nadnaturalne moce, dzięki którym student potrafi opanować cały semestr w jeden tydzień/dzień/kilka godzin (błędne skreślić). Wydaje się to niemożliwe? A jednak, student potrafi.
I te głosy na korytarzach wydziałowych:
- Czytałaś już to?
-Jeszcze nie zacząłem, a egzamin jutro.
- Skąd tyle tych zagadnień się wzięło?
Powietrze jest tak ciężkie, że można je ciąć nożem. Sesja jest wyczuwalna każdym zmysłem, każdą cząstką, cząsteczką ciała.
Są też i cwaniacy lub szczęśliwcy, którzy zaliczają wszystko w przedterminach. W tamtym roku byłam Januszem przedterminów. W tym nie szalałam, byłam tylko na jednym. Chcąc nie chcąc, zostały mi jeszcze tylko dwa egzaminy i upragniona radość z nicnierobienia aż do czerwca. O tak, piękna wizja. Jednakże trzeba do niej jeszcze wytrwać. Sesja na dobre się jeszcze nie rozpoczęła, a niektórzy już wymiękają. Twardym trzeba być, a nie mietkim. 
Najgorsze w tej sytuacji są ludzie, którzy sami się nakręcają. Takim właśnie gadaniem powodują, że uświadamiają sobie, iż nic nie umieją i są w czarnej dupie. Trzeba do tego podejść na spokojnie, a nie rzucać się do wszystkich i o wszystko.

 Damy radę, nie taka sesja straszna, jak można o niej słyszeć.

A takie piękne niebo było w piątek nad Wrocławiem

Wszystko lepsze niż nauka 


Share:

0 komentarze

Dziękuję, za obecność;)